Mój indywidualny projekt biegowy
Geralts Ultra Trail – 880 km
Po pokonaniu Głównego Szlaku Beskidzkiego i Głównego Szlaku Sudeckiego przyszedł czas na coś więcej – na MÓJ SZLAK.
Stworzyłem własną trasę: 880 kilometrów biegu i 35 600 metrów przewyższeń. Tylko ja, mapa i nieznane. Wyruszyłem na samotną wyprawę, która okazała się czymś więcej niż wyzwaniem – była podróżą w głąb siebie.


Początkowe kilometry prowadziły Niebieskim Szlakiem Karpackim – trasą o długości 424 kilometrów, przecinającą najdziksze zakątki południowo-wschodniej Polski. Szlak zaczyna się na południu Rzeszowa, w dzielnicy Biała, i kończy przy dworcu PKP w Grybowie. To trzeci co do długości pieszy szlak w Polsce, i już on stanowił spore wyzwanie, ale dla mnie był tylko początkiem. Z Grybowa skręciłem w stronę Krynicy, wracając szlakami do Głównego Szlaku Beskidzkiego, którym dotarłem do Ustronia. Stamtąd górami przedostałem się do Bielska-Białej, gdzie połączyłem się z Małym Szlakiem Beskidzkim. Ten doprowadził mnie na szczyt Lubonia Wielkiego – finał mojej przygody.
W ciągu tych 880 kilometrów przemierzyłem Pogórze Dynowskie, Pogórze Przemyskie, Góry Sanocko-Turczańskie, Bieszczady, Beskid Niski, Beskid Sądecki, Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, Gorce, Beskid Mały i Beskid Wyspowy. Każde z tych miejsc miało swój unikalny klimat, swoją dzikość i wyzwania, a ja czerpałem z nich pełnymi garściami.
Doświadczenie z wcześniejszych wypraw zaprocentowało – tym razem wszystko zagrało niemal idealnie. Logistyka była dopracowana w najmniejszym szczególe. Schroniska, sklepy, noclegi – wszystko znajdowało się tam, gdzie powinno, i było dostępne wtedy, kiedy tego potrzebowałem. Problemów jednak nie brakowało. W połowie drogi zawiódł mnie zegarek, a buty, choć początkowo wydawały się niezawodne, okazały się zbyt słabe na tak wymagającą trasę. Ale ja? Ja byłem gotowy.
Przez większość wyprawy doskonale się bawiłem. Samotność nie była dla mnie ciężarem – przeciwnie, pozwoliła mi odnaleźć spokój i odkryć siebie na nowo. Te 340 godzin biegu to najdłuższa i najpiękniejsza przygoda, jaką dotąd przeżyłem. I choć była pełna wyzwań, była też dowodem na to, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. To na pewno nie był koniec – to dopiero początek kolejnych wielkich przygód.



