Mój indywidualny projekt biegowy
Główny Szlak Sudecki – 441 km
Osiem dni, setki kilometrów i niezapomniane emocje – tak wyglądała nasza przygoda z Głównym Szlakiem Sudeckim. Wystartowaliśmy w sobotę, 6 czerwca, z Prudnika, by 13 czerwca dotrzeć do Świeradowa-Zdroju. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania – od 50 do 70 kilometrów marszu, biegu i zmagań z przewyższeniami. Szlak? Urozmaicony, jak mało który – góry, łąki, pola, ale też asfalt, który zniechęcał i wyciskał z nas ostatnie siły.


Osiem dni, setki kilometrów i niezapomniane emocje – tak wyglądała nasza przygoda z Głównym Szlakiem Sudeckim. Wystartowaliśmy w sobotę, 6 czerwca, z Prudnika, by 13 czerwca dotrzeć do Świeradowa-Zdroju. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania – od 50 do 70 kilometrów marszu, biegu i zmagań z przewyższeniami. Szlak? Urozmaicony, jak mało który – góry, łąki, pola, ale też asfalt, który zniechęcał i wyciskał z nas ostatnie siły.
Pogoda nie oszczędzała. Pierwszy dzień towarzyszyło nam słońce, ale już następnego dnia deszcz zmienił się w ulewę, którą, jak żartowaliśmy, Jarek „zamówił na życzenie”. Mgła spowijała wszystko, a temperatura spadła do zaledwie 8 stopni. Ale im bliżej końca, tym bardziej niebo wynagradzało nam trudy. Ostatnie dni były jak sen – ciepłe, słoneczne, z widokami, które na długo zapadną w pamięć. Każdy dzień, choć trudny, miał swój niepowtarzalny klimat.
GSS okazał się niezwykle biegowy, co dodało naszej wyprawie dynamiki. Bywały chwile kryzysu, ale poradziliśmy sobie ze wszystkim – przygotowanie logistyczne zagrało jak w szwajcarskim zegarku. Planowanie zajęło mi wiele godzin. Trzeba było przewidzieć każdy szczegół – podział etapów, rezerwacje noclegów, lokalizacje. Na tydzień przed startem musiałem nagle zmieniać plany, bo jeden nocleg „wypadł” z gry. Ale finalnie wszystko się udało.
Pomogło doświadczenie zdobyte na Głównym Szlaku Beskidzkim, gdzie było zdecydowanie trudniej, a my nie wiedzieliśmy wtedy, z czym się mierzymy. Tym razem pakowanie było perfekcyjne – plecaki ważyły 7,5 kg z wodą i mieliśmy wszystko, co niezbędne. Pierwszego dnia każdy gram wydawał się przeszkodą, ale już trzeciego stawał się nieodłącznym towarzyszem drogi.
Na trasie przez pierwsze i ostatnie dwa dni towarzyszyli nam Jarek i Bartek, którzy dodali energii i mnóstwo radości. Dzięki wam kilometry mijały szybciej i weselej – fajnie, że byliście z nami! Nieocenionym wsparciem była też moja żona. Każda rozmowa z nią dodawała mi sił, a nasze spotkanie na trasie ostatniego dnia to najpiękniejsza nagroda za cały wysiłek. Dziękuję ci za wszystko.
Podsumowując: przygoda była niesamowita, doświadczenie bezcenne. Ale jeśli miałbym wybrać ponownie, to GSB zostaje moim numerem jeden.







